Strefa WMS

Serwis Studentów Wydziału Matematyki Stosowanej AGH

  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
Błąd
  • Nieudane wczytanie danych z kanału informacyjnego.

Prawdopodobieństwo wywodzi się z fizyki, a Bernoulli zarabiał na zakładach

Z dzisiejszej perspektywy może się to wydawać śmieszne, ale do końca XIX wieku rachunek prawdopodobieństwa traktowany był jak część fizyki. Do rozwoju tej dziedziny przyczynił się dopiero hazard. Wielu matematyków czerpało z niego bowiem pokaźne zyski, jak na przykład Bernoulli, który zarabiał na balach i przyjęciach przyjmując zakłady.

Krótką historię rachunku prawdopodobieństwa zamieszcza "Parkiet " w numerze z dn. 16-17.09.2006 r. Anegdotki z życia znanych naukowców zajmujących się tą dziedziną przytacza w swoim felietonie Artur Sierant.

Jak czytamy w tekście, do końca XIX wieku rachunek prawdpodobieństwa traktowany był jako część fizyki. Doświadczenia były proste. Rzucano kostkami lub monetą i zapisywano wyniki, a później je analizowano. Z dzisiejszej perspektywy może sie to wydawać śmieszne - ale tak było. Dopiero w XX wieku prawdopodobieństwo zaczęło być częścią matematyki. Choć matematycy (wówczas zwani geometrami) zajmowali się nim wcześniej.

Rozwój rachunku prawdopodobieństwa ściśle związany był z grami hazardowymi. W gry hazardowe grano i grać się będzie. Pierwszą książkę poświęconą zjawiskom losowym nazwano więc... "Sztuka rzucania".

Ponieważ duża część matematyków utrzymywała się z hazardu, zyskiwali oni coraz większą wiedzę o prawdopodobieństwie. Dawało to im nieznaczną przewagę nad pozostałymi graczami. Musieli jednak wypracowywać zyski w sposób, który nie budzi podejrzeń. W przeciwnym wypadku zakończyliby swój proceder z nożem w plecach lub jak jeden z uczniów Cardana,  z obciętymi palcami prawej dłoni. Dlatego gra musiała sprawiać wrażenie "sprawiedliwej".

Przykładowo, jeden z przyjaciół Pascala zakładał się, że w czterech rzutach jedną kostką wyrzucona zostanie szóstka. Wiedział, że prawdopodobieństwo takiego zdarzenia wynosiło 51,77 proc. Wygrywał niewielkie stawki w długich seriach rzutów. Oczywiście, musiał dysponować sporym majątkiem. Początkowo mógł przecież trafić na długą serię przegranych.

Warto jednak dodać, że stracił dużą część majątku obstawiając inną grę, to jest wyrzucenie pary szóstek w serii 24 rzutów dwiema kostkami. Zawiodła go intuicja, pomylił się w obliczeniach lub testował metodę na zbyt małej próbie. Prawdopodobieństwo wynosiło bowiem 49,14 proc. Jak zauważa Peter L. Bernstein w książce w książce "Niezwykłe dzieje ryzyka", gdyby zakładał się na ten sam wynik w serii 25 rzutów, uzyskałby przewagę z prawdopodobieństwem 50,55 proc.

Dla odmiany Mikołaj Bernoulli, którego sprowadził do Petersburga car Piotr I, zarabiał na balach i przyjęciach  przyjmując zakłady. Twierdził, że na sali balowej znajdą się dwie osoby, które urodziły się tego samego dnia i miesiąca (dowolnego roku). Oczywiście nie uwzględniano bliźniaków. Jeżeli na sali znajdowało się 31 osób, prawdopodobieństwo przekraczało 50 proc. Każda kolejna obecna osoba  oznaczała większą szansę na wygraną.
Poprawiony: niedziela, 17 września 2006 13:11